Odcinek 1. Mydełko Faanem Footbolu [M.Ż.]
Mateuszu, nie spodziewałem się tego po Tobie. Pierwszy odcinek cyklu, a Ty mnie wrzucasz w rytmy disco polo? Gratuluję odwagi. Spróbuję wybaczyć i napisać coś konkretnego, ale chyba nie będzie to łatwe zadanie.
Muzykę disco polo usłyszałem w dojrzałym wieku, miałem bowiem pięć lat i spory już bagaż przedszkolnych przygód. Po zajęciach pradziadek zabierał mnie do siebie, częstował budyniem, świeżą bagietką z masłem, gazetą sportową i programem… Disco Relax. Niepodzielnie rządził wtedy niejaki Antoś Szprycha. Wyobrażasz sobie to okrutne zderzenie młodziutkiego umysłu ze „sztuką” Antoniego? Siłą rzeczy wyszedłem mocno poturbowany. Rekonwalescencja przebiegła sprawnie, ale trauma powracała… Także podczas pracy w naszej szkole. Dwa przykłady. Wybrałem się z trenerem Galą i chłopakami na mecz wyjazdowy. Rozmawiam o polityce z Panem Wojtkiem kierowcą, gdy nagle dochodzą do nas dźwięki, wśród których Guzdi próbuje śpiewnie przekonać, że coś jest „miód malina”. Czy przekonał? Raczej nie, chociaż kilkanaście miesięcy później, podczas komersu gimnazjalnego, pląsałem w najlepsze. Druga sytuacja… Zabrałem uczniów z klasy piątej (dziś już „6”) na widowisko teatralne wystawione na lodzie w hali „Unii” Oświęcim. Oczekiwanie na akt I. Organizatorzy postanowili umilić ten czas hitami disco polo. Nie mogłem uwierzyć, kiedy ponad dwa tysiące dzieciaków zaczęło śpiewać ze Sławomirem każde słowo! Zgroza 🙂 Uświadomiłem sobie, że nie ma żartów. Ty też to sygnalizujesz.
Szatnia piłkarska. Po meczach rzeczywiście pada AKCENT na disco, a oczy zielone ze zmęczenia szukają chwil ulotnych jak…? I już słyszę euforyczne porównanie: „Jak motyle!”. Naprawdę krzywdzi to moje uszy, ale nie zamierzam walczyć ogniem i mieczem. Nie zamierzam na siłę puszczać Mercury’ego, chociaż podałeś niefortunny przykład. Zapomniałeś o We Are the Champions? Z drugiej strony, co masz do Mydełka Fa? Znakomicie uzupełnia się z wodą prysznicową i kojąco działa na wyczerpany rywalizacją organizm.
Disco polo to dla mnie żart, kompletna prymitywizacja muzyki, bezguście, kpina i coś jak w piłce nożnej kopanina, ale… Kilka lat temu Włodzimierz Szaranowicz powiedział podczas uroczystości zamknięcia zimowych igrzysk olimpijskich w Rosji: „Lepiej robić najdroższe igrzyska niż najtańsze wojny”. Lepsza najtańsza radość niż najdroższy smutek. Oczywiście we właściwym kontekście.
Nie sądzę jednak, że disco polo skrywa tyle amunicji, by zadziałać kulturotwórczo. Przetrwa, ale nic więcej. To nie rock! Napisałeś: „Polacy są głodni banału”. Uproszczenie. Uogólnienie. Nie zgodzę się z Tobą. Polacy są przejedzeni banałem! Dowodem niech będzie przepiękny „Koncert dla Niepodległej” z okazji 100-lecia Niepodległości Polski (tutaj), który oglądałem po drugiej stronie Bałtyku. Nie usłyszysz Bayer Full! Postawiono na pieśni ludowe, na utwory Czerwonych Gitar, Niemena, Kultu, Perfectu. Głębokie treści, tożsamość! Stąd też takie piosenki u mnie na lekcjach. Unikałem drogi od przedszkola do disco „pola”. Po prostu nie chciałem wywieść Was w pole. A już nie daj Boże w disco „pole”.
Z pozdrowieniami dla SMS „Rekord”, Mateusz Żyła