Odcinek 2. (Oryginaln)ość w gardle [M.Ż.]
Mateuszu, z Sekułów to ja pamiętam tylko Tymka, który w czerwcu dał takiego czadu podczas zakończenia roku szkolnego, że gdy pojechałem miesiąc później do Łodzi na „prawdziwych” Scorpionsów, to Ci wypadli dość blado w porównaniu z tym naszym już szóstoklasistą. Rock You Like a Hurricane! A tymczasem do rzeczy, bowiem podjąłeś ważny temat.
Tak jak napisałeś, bardzo trudno o oryginalność w dzisiejszym świecie. Jakim zachowaniem można jeszcze zaskoczyć? Co zrobić ze swoim ciałem, by wybić się ponad przeciętność? Przecież ludzie już dawno przeskoczyli bariery, szczególnie w Internecie. Teraz ciało oryginalne, to – paradoksalnie – ciało… czyste. Bez metalu w nosie, oczach, ustach. Bez tatuaży. Dlatego długo Messiego uważałem za takiego naturszczyka, który niepowtarzalność najlepiej przedstawiał swoją grą. A jednak też się w końcu ugiął. Szkoda. Nie jestem przeciwnikiem sztuki na ciele, ale tylko wtedy, gdy ta jest rzeczywistą, przemyślaną i głęboką potrzebą uzewnętrznienia wnętrza.
Nawiązałeś też do retro, do chęci powrotów… Troszeczkę się uśmiechnąłem, bowiem akurat siedzę w temacie. Kilka dni temu skończyłem książkę pt. Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością. Interesujące zjawisko. Rzeczywiście panuje moda na retro. Już sobie wyobrażam niektórych naszych uczniów pomykających na przerwie w… dzwonach, śpiewających „Hare Kryszna, Hare Rama” J Nie sądzę jednak, by retro – tak jak pisałeś – było sposobem na odnalezienie oryginalności. Taka oryginalność nie byłaby oryginalnością. Zresztą w przywołanej książce spotkałem się z następującymi zdaniami: „W naszym społeczeństwie oryginalność jest przeceniana. Oryginalność zazwyczaj oznacza ściemę”. Coś w tym jest… Dlatego nie odpowiem na Twoją prośbę. Człowiek oryginalny nigdy nie potrzebuje rad, jak być oryginalnym. Jeśli potrzebuje, to ściemnia.
Oryginalność w XXI wieku będzie raczej kojarzona z czymś trudnym do uchwycenia. Wiesz co było dla mnie ostatnio bardzo oryginalne? Prosta sytuacja. Otóż na Mazurach grupa chłopaków z mojej klasy, w trakcie jakichś zabaw na świeżym powietrzu, zapuściła przez głośnik „Sztajger, jest mi trocha wstyd…” Janka Kyksa Skrzeka. Pewnie był to dla innych wybór niezrozumiały, dla mnie – bomba! Chłopaki wyglądali przecież zwyczajnie… Owszem, ale intuicyjnym wyborem otarli się o niepowtarzalność! A może oni tak naprawdę nabijali się ze mnie? Wtedy problem 🙂
Ta scena z uczniami stojącymi na rękach poruszyła moją wyobraźnię. Wychodzę z pokoju nauczycielskiego, idę po schodach, a tu wszyscy czekają pod salą 23 do góry nogami. Dawid i Zara z naprężonymi muskułami, Jarek z pytającym wzrokiem, Wróbel ze skrzydłami napiętymi niczym motyl na Kartky’ach. Nie chcę być gorszy, chcę być oryginalny. Kładę więc ręce na podłodze, nogi w górę hop! Zapominam już, że zawsze byłem gimnastycznym łamagą. Co tam! Ruszamy. Jak kończy się historia? A jak się może kończyć? Z oryginalnością. Z (oryginaln)ością w gardle.
Na… pogotowiu. W Karpatach, z Karpowiczami, Karpowskimi i innymi Karpentynopolitanczykiewiczównymi.
Mateusz Żyła