Odcinek 5. LARP – PRAL [M.Ż.]
Mateuszu, jeszcze nie wyjaśniłeś mi skrótu z poprzedniego odcinka, a już muszę zmierzyć się z kolejnym. Jeśli takowe zapotrzebowanie – nie ma problemu! LARP! Brzmi jak jakiś alarm, który nawet postanowiłeś „wszcząć”. Szwedzcy znajomi mieli wiele problemów z wymówieniem tego słowa, ale warto pochwalić Skandynawię za coś innego. Twój tekst jest niewątpliwie krytyczny wobec przywołanego zjawiska, a ja nie do końca tę krytykę podzielam… Do czerni z kolei odniosę się w zakończeniu.
Przyznam, że nie słyszałem zbyt wiele o LARP-ach. Musiałem więc „poszperać” trochę w sieci i w prasie, by określić swój punkt widzenia. Zaskoczyła mnie ilość terminologii, metod, rodzajów. Wniosek? Polszczyzna nie jest jeszcze całkowicie przygotowana, ale to tylko kwestia czasu. Myślę, że nasz język otworzy się na nowe pojęcia wraz ze wzrostem LARP-owej popularności. Otwartość zresztą jest tu kluczowa. Kraje skandynawskie są dobrym przykładem. Wyobraź sobie, że kilka dni temu otrzymałem zaproszenie z Finlandii, a dokładniej z Kiteen Evankelinen Kansanopisto, na Nordic Metal Music Seminar. LARP, muzyka metalowa – cieszę się, że środowiska uniwersyteckie zataczają coraz szersze kręgi tematyczne. Ad rem…
Napisałeś o LARP-ach: „Nie wiem jak dla Pana, ale mnie szokuje to bardziej niż życie w cyberprzestrzeni”. Mnie nie, szczególnie w kontekście LARP-u terenowego. Nie mogę tutaj podzielić się wszystkimi argumentami, ponieważ ogranicza mnie forma felietonu, ale postaram się wyjaśnić najważniejsze. Nigdy nie interesowały mnie gry komputerowe. Uwięziły one przed ekranami już tak wielu ludzi. W trakcie spacerów korytarzami naszej szkoły nuciłem czasami utwór zespołu Dżem: „Lunatycy otaczają mnie”… Była to humorystyczna reakcja w obliczu siedzących pod ścianą „rekordzistów”, którzy wręcz pojadali swoje komórki. A taki LARP terenowy? Wymaga mimo wszystko wyjścia chociażby do lasu, przygotowania scenerii, kostiumów, pewnej koncepcji i wirtuozerii artystycznej. Angażuje wielu ludzi, którzy muszą ze sobą TWÓRCZO współpracować, rywalizować i akceptować realny (a nie wirtualny) kontakt. W formie LARP-u terenowego widzę także szansę dla nieśmiałych osobowości. W zamkniętym pokoju z przyciemnionymi szybami raczej poza tę nieśmiałość nie wyjdą, ale już w żywym kontakcie istnieje taka możliwość. Dlatego przekonuje mnie wypowiedź organizatora LARP-ów – Szymona Boruty: „Czasem po takim przeżyciu jesteśmy w stanie zdziałać rzeczy różne, którym wcześniej byśmy nie podołali. Jeśli, dajmy na to, ktoś jest zwykle nieśmiały, a zagra rolę zawadiaki, to potem nabiera pewności siebie”. Słyszę tutaj również echa Bachtinowskiej koncepcji „świata na opak”, gdzie żebrak może być przez chwilę królem, król żebrakiem, bezdomna księżniczką, księżniczka bezdomną. Teraz już wiesz, dlaczego LARP – PRAL.
Żałuję jedynie, że niektórzy i w tym przypadku nie potrafią znaleźć granicy, tracą kontrolę i w konsekwencji wpadają w bleed-in/bleed-out, a nawet poddają się „urokom” prawdziwych tortur. Czyżby atawistyczne zapędy znalazły akceptowalny teren pod szeroką, czasami wymykającą się spod kontroli, semantyką wyrazu: „gra”?
LARP przy ul. Startowej? Dlaczego nie? Okolice szkoły, oddech Cygańskiego Lasu i magia starych drzew jak najbardziej zachęcają do realizacji pomysłu. Warto byłoby zastanowić się nad własnym scenariuszem, który nie wyłączałby z przedsięwzięcia nauczycieli. Wszystko w Waszych rękach i głowach!
Odnośnie do strajku… Mój pogląd wyjaśniłem w tekście pt. Dziady bez idei, czyli Bal u Senatora Karczewskiego (tutaj). Przy okazji, wykrzykniki są w znakomitej większości czarne! Mogłeś pomylić ze względu na szumną mozaikę towarzyszącą czerwonym dywanom 🙂