Odcinek 3. Gaz na ulicach [M.A.]
Dzwonek obwieszczający dwudziestominutową przerwę. Wystarczająco dużo czasu, aby przejść ze szkoły do budynku klubowego i przybrać sportowy strój. Otwieram szklane drzwi placówki, a tu… podmuch wiatru strąca mi czapkę z głowy. Przede mną pędzące z prędkością 100 km/h Subaru Impreza, a w nim jeden z moich starszych kolegów. Rozumiem, że Startowa, ale bez przesady. Intuicyjnie obniżam środek ciężkości ciała i stosując wszystkie zalecenia trenera bramkarzy, wyczekuję kolejnych uczniów. Tymczasem powietrzne ciosy raz po raz smagają mój kark, a ryk silnika nadwyręża błonę bębenkową… Na szczęście obyło się bez interwencji. Czyste konto.
Wysiadam z „1” w Cygańskim Lesie. Zmierzam w kierunku obiektów sportowych, walcząc z prawem grawitacji na oblodzonym chodniku. Coraz wyraźniejsze dudnienie (w niektórych kręgach zwane także muzyką) obwieszcza przybycie kolejnego, świeżo upieczonego kierowcy. Rączka w górę na powitanie, drift w jedną, drift w drugą… i wzrok politowania. Tył samochodu oraz brama wjazdowa Centrum Sportu REKORD – skasowane.
Skrajna nieodpowiedzialność, której nie akceptuję, lecz ją rozumiem*. „Bo ja jestem Bogiem, uświadom to sobie/ Słyszysz słowa, od których włos jeży się na głowie/ O rany, rany – jestem niepokonany/ Bez reszty oddany, potencjał niewyczerpany/ Chyba w DNA on był mi dany”, kojarzy Pan? Paktofonika, klasyka… Niestety, my – uczniowie – często dajemy się ponieść emocjom, działamy pod wpływem chwili. Żyjąc w przeświadczeniu o swej wyjątkowości i bezkarności, brawurą staramy się uzyskać aprobatę otoczenia. Nadludzkie istoty, poruszające się „30 centymetrów ponad chodnikami”. Dopiero po szkodzie zadajemy sobie pytania: „Po co?”, „Opłacało się?”. I tu nadchodzi smutny moment odpowiedzi – NIE.
Zastanówmy się nad konsekwencjami naszych czynów. Czy warto dla momentu blasku narażać własne zdrowie, a co gorsza także zdrowie innych? Czy tak zdobyta sława jest długotrwała? Pomimo niedużego stażu w roli „dorosłych”, ciążąca nad nami odpowiedzialność niczym nie różni się od tej, należącej do bardziej doświadczonych osób. Pamiętajmy o tym!
A jak Pan wspomina swoje pierwsze kilometry? Zapewne nie obyło się bez najmniejszej stłuczki…
*Nie akceptuję, ani nie rozumiem natomiast braku empatii kierowców wobec bezsilnych w obliczu maszyn pieszych. Kilka dni temu, poruszając się chodnikiem wieczorową porą, zamarłem. Serce stanęło mi na widok zbliżającej się w zwrotnej prędkości fali śnieżnej. Wbiłem błagalny wzrok w bezdusznego robotnika odśnieżającego ulicę. Bezskutecznie. Przemoczony i umorusany czarnym śniegiem wróciłem do domu z nieuleczalną traumą… 🙂
Mateusz Antczak