r Recenzja sztuki pt. "Makbet" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej - dyskusja

Recenzja sztuki pt. "Makbet" w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej - dyskusja

Teatr Polski w Bielsku-Białej od 18 marca 2016 roku wystawia - zmorę i utrapienie wszystkich uczniów - Makbeta Williama Szekspira. Kultowa historia skupiona wokół tytułowego bohatera, który wracając z wojny, spotyka trzy wiedźmy, przepowiadające jego przyszłość oraz losy, towarzyszącego mu przyjaciela, Banko. Od lat istniejące powiedzenie: "Za każdym sukcesem mężczyzny stoi jakaś kobieta" w przypadku tej opowieści nabiera innego charakteru - Lady Makbet...

Po tygodniu nieprzespanych nocy na skutek trapiących nas przemyśleń, spotkaliśmy się w szlachetnym gronie (Joanna Pisarska, Dominika Chomiuk, Mateusz Antczak), by wymienić poglądy na temat bielskiej adaptacji autorstwa Grzegorza Suskiego. Sztuka swą oryginalnością sprowokowała nas do dyskusji...

M.A.: Jako "debiutantkę" w Teatrze Polskim, w pierwszej kolejności zmuszony jestem zapytać Panią o wyrastające z podziemi kolumny? 

J.P.: Mateuszu, Teatr Polski ma ponad 100-letnią tradycję i niewątpliwie zachwyca swoim wnętrzem. Jednak dzisiaj już wiem, że nigdy nie kupię biletu na balkonie... Jakkolwiek kolumna, którą widziałam przez cały czas, była przepiękna. Nie wiem, jakie jest wasze zdanie, ale ja uważam, że Bielsku-Białej należy się nowy teatr, który udźwignie takie adaptacje, jak ta Grzegorza Suskiego.

D.C.: Wprawdzie nie widziałam fragmentu sceny, ale uważam, że Teatr Polski, mimo wad architektonicznych, na tle teatru w Katowicach o wiele lepiej oddaje podniosłą atmosferę tego miejsca. Porównałabym to nawet do uczucia towarzyszącego mi podczas pobytu w świątyni. 

M.A.: Ja również nie zgodzę się z Panią. Przyznaję rację, że Teatrowi Polskiemu przydałaby się renowacja, jednak pomysł odstawienia go na boczny tor i zastąpienia nowoczesnym budynkiem nie przypadł mi do gustu. Dominiko, zwróciłaś uwagę na bardzo ważny aspekt... 

J.P.: Zdecydowanie nie słuchacie. Nie chcę zastępować Teatru Polskiego jakimkolwiek innym. Powinien pozostać jako historia tego miasta sceną kameralną, która nie wymaga wprowadzania nowoczesnej techniki - jak ruchoma podłoga, na której oglądaliśmy trzy wiedźmy, czy wykorzystanie alpinistycznych lin w scenie z Hekate. Dużo większe wrażenie prawdopodobnie zrobiłby na mnie ten pomysł, gdybym bez przeszkód mogła go obejrzeć.

M.A.: Jeżeli nie spowodowałoby to obniżenia rangi Teatru Polskiego, to jak najbardziej jestem za. Biorąc pod uwagę zainteresowanie mieszkańców Bielska sztuką, myślę, że mogłoby się to udać...

J.P.: Jestem przekonana, że ten teatr nie potrzebuje naszej obrony, wszak istnieje już trzynaście dekad, czyli przynajmniej sześć pokoleń. Skupmy się teraz na dźwięku, nagłośnieniu, wykorzystanej do spektaklu muzyce. Co o tym myślicie?

D.C.: Mimo przytoczonych wad teatru, nagłośnienie uważam za bardzo dobre. Większość śpiewanych przez wiedźmy piosenek nawet po tygodniu spektaklu doskonale pamiętam. Jedynym minusem, jeśli chodzi o część wokalno – instrumentalną, była absolutnie niepasująca - muzyka afrykańska.

J.P.: Tak! Hakunamatata! Nie wiem, co na to Szekspir, ale ja byłam nieco zdziwiona. Hi hi hi!...

M.A.: Mnie też oczarowały... Do dzisiaj moją głowę nawiedza mistyczne "łakulewlaje", co tylko dowodzi o sukcesie autora piosenki. Muzyka odgrywa w tej sztuce bardzo ważną rolę i niejednokrotnie głośne, agresywne dźwięki, poprzedzone zbyt długimi, monotonnymi monologami wyprowadzały mnie ze znużenia. Uważam, że siedzący obok nas pan odpowiedzialny za nagłośnienie wykonał bardzo dobrą robotę. 

J.P.: Na mnie największe wrażanie zrobiła ilustracja muzyczna Carl Orff - O Fortuna ~ Carmina Burana w pierwszej scenie, obrazującej bitwę z udziałem żołnierzy króla Duncana. Moją uwagę zwrócili artyści grający wiedźmy i diabłów - wielkie brawa za umiejętności taneczne i akrobatyczne. Myślę nawet, że był to występ gościnny jakiejś grupy wokalno-tanecznej.

M.A.: Wyprowadzę Panią z błędu - przynajmniej trzech z nich to aktorzy na co dzień występujący na deskach Teatru Polskiego. Rewelacja.

J.P.: To w takim razie wielki szacunek, bo taniec wiedźm z diabłami – utworzenie figury geometrycznej z ciał, która przetaczała się po scenie, jak i utrzymująca się w powietrzu Hekate – były znakomite. 

D.C.: Wszystko pięknie, ale fragmenty adaptacji Suskiego nie przypominały mi oryginalnego dzieła Szekspira. Momentami nie mogłam uwierzyć, że jest to dobrze mi znany przekład Barańczaka. 

J.P.: Dominiko, masz na myśli scenę z winem? Jeśli tak, to myślę, że jest to bardziej kwestia didaskaliów, a dokładnie zlekceważenia przypisów dotyczących wystawienia sztuki przez reżysera. Niektóre, jak ta, faktycznie chybione, ale inne znakomite – głowy kolejnych ofiar Makbeta spadające do wnętrza koła młyńskiego. 

M.A.: Interpretacje? A co powiedzą Panie na przesiąknięcie sztuki seksualnością? Uwodzicielskie zachowanie Lady Makbet, którym manipulowała męża, bezbronnego wobec kobiecej cielesności… 

J.P.: W pierwszej chwili ta scena mnie niemal zniesmaczyła, ale później pomyślałam, że czym, jeśli nie tym właśnie miała Lady Makbet przekonać swego męża do tego, by bądź co bądź, popełnił zbrodnię? Wszak był rycerzem.

M.A.: Muszę przyznać, że spodziewałem się bardziej feministycznej odpowiedzi.

J.P.: Podejrzewałeś, Matuszu, że jestem feministką? No co ty.

D.C.: Zupełnie nie zwróciłam uwagi na wyżej wymienione minusy. Zaskoczyło mnie tylko to, że sztuka przeznaczona jest dla uczniów. Takie sceny wśród młodych ludzi wywoływały raczej zdziwienie i śmiech, a nie oczekiwane zainteresowanie. 

M.A.: Myślę, że zaciekawiły ich te sceny… Świadczyć o tym mogą, wszystkie głowy wychylające się przez balkon w momencie erotycznych uniesień. Uważam jednak, że nie wywołały one spodziewanego zaskoczenia wśród młodych. We współczesnym świecie, cechującym się wszechdostępnością – również pornografii – bardzo trudno jest wywołać zdziwienie u odbiorcy. Swoją drogą, doświadczyliśmy tego, czytając na jednej z naszych lekcji polskiego wiersz Kazimierza Przerwy-Tetmajera pt. Lubię, kiedy kobieta… 

J.P.: Czy ja wiem… Ten pomruk, który odezwał się na balkonie ponad nami, gdzie siedziała klasa I LO z panią Ogrocką - Droń… :) Może poświęcimy teraz chwilę grze aktorów?

D.C.: Notoryczne zapominanie tekstu zwróciło moją uwagę. Sufler miał niewątpliwie usta (!) pełne roboty.

M.A.: Zgadzam się. Rozbawiła mnie sytuacja, w której podpowiedź tekstu królowi Duncanowi dotarła aż na nasz balkon… Miałem wrażenie, że był to tzw. „zły dzień” bielskich aktorów. Może wynikało to ze zmęczenia wywołanego już dwuletnim graniem tej sztuki, chociaż z drugiej strony powinno to skutkować perfekcyjną znajomością roli. 

J.P.: A może z tego, że dzisiaj wielu aktorów gra w różnego rodzaju serialach, w których tekst często podawany jest na teleprompterze, co zwalnia z mozolnego uczenia się roli, ale i mnie to zaskoczyło. Jeśli miałabym zająć stanowisko dotyczące gry, to zdecydowanie nie przekonała mnie Lady Makbet – w tej roli Marta Gzowska – Sawicka, która poza scenami erotycznymi była zupełnie nijaka. A już zupełnie nie rozumiem małego chłopca krążącego po scenie jak ćma wokół światła. Czy tak wygląda zabawa dziecka? Choć – i tu muszę przyznać – wspaniale mówił swój tekst. 

M.A.: Ja odebrałem to jako zabawę. Niemniej jednak, zgadzam się, że chłopiec spisał się na co najmniej 5+. 

J.P.: A tytułowy Makbet, czyli Michał Czaderna?

D.C.: W kalendarium wydawanym przez Teatr Polski aktor odgrywający rolę Makbeta został opisany, jako odkrycie wśród innych młodych, artystów, lecz uważam, że uwagi na jego temat były chybione, a jego gra nieadekwatna do tych słów. 

M.A.: Mnie też nie zachwycił. Tak, jak powiedziałaś, przeczytana przez nas recenzja jest nad wyraz pochlebna.

J.P.: A jakiej recenzji spodziewaliście się w biuletynie wydawanym przez samych zainteresowanych? Chociaż pan Czaderna mi się podobał! Przekonało mnie jego szaleństwo, kiedy dopuścił się pierwszych dwóch zbrodni i prawość rycerska, którą odgrywał, nie chcąc ulec namowom swojej żony. Ponadto to zwyczajnie przystojny mężczyzna. 

M.A.: Myślę, że ważnym elementem sztuki, który także powinniśmy omówić, jest scenografia. Wspomniała już Pani o ściętych głowach, zapadniach i alpinistycznych linach. Jak ją oceniacie?

J.P.: Brakowało mi ostatniej sceny ze sztuki, czyli momentu, kiedy Las Birmański „podchodzi” pod mury zamku króla Makbeta. 

D.C.: Jak dla mnie estetyka była na plus. Dla odbiorcy znającego książkę brak wcześniej wymienionej sceny nie był przeszkodą.

M.A.: Federico Fellini powiedział, że najlepszą muzyką filmową jest ta, której nie nucimy po wyjściu z kina. Nie wiem, czy ta zasada odnosi się również do scenografii… ale nie zapadła mi ona w pamięci.

J.P.: Czyli była doskonała

M.A.: Omówiliśmy już chyba wszystkie frapujące nas tematy, lecz nie możemy zapomnieć o wyróżnieniu pracy reżysera. Mimo, że nie wszystko nam się podobało, powinniśmy docenić trud Grzegorza Suskiego, który adaptował tę sztukę na scenę, a także odpowiedzialny był za  choreografię oraz opracowanie muzyczne.

J.P.: Niewątpliwie wskazuje to na to, że jest to człowiek „orkiestra”. Wiecie, że w końcu stycznia teatr bielski wystawił Wesele Wyspiańskiego? 

M.A.: Sugeruje coś Pani?

D.C.: Idziemy!

Dzień otwarty SMS

W dniu 11 maja 2019 r. zapraszamy rodziców i uczniów na DZIEŃ OTWARTY naszej SMS.

DRODZY RODZICE - INFORMACJA O NABORZE DO KLASY IV SPMS REKORD

W dniu 25.04.2019 o godz. 18.00 zapraszamy Rodziców młodych "rekordzistów" oraz Rodziców młodych zawodników roczników 2009 i 2010 z...

Wojciech Fabia marcowym zwycięzcą

W minionym miesiącu najlepszym recenzentem okazał Wojciech Fabia, który ocenił powieść W księżycową jasną noc autorstwa Williama Whartona.

Przyznaliśmy nagrodę za najlepszą recenzję w lutym

W szóstej edycji naszego Konkursu na recenzję nagrodę za najlepszą pracę otrzymuje Dawid Olszowski z klasy II liceum. Dwa bilety do kina na...

Znający ordynację, lecz stroniący od ordynarności

W ubiegły wtorek w naszej szkole odbył się I etap ogólnopolskiego konkursu pod nazwą Wybieram Wybory, sprawdzającego wiedzę licealistów na...